piątek, 25 września 2015

TRADYCYJNE JAPOŃSKIE TECHNIKI FARBOWANIA TKANIN

W sierpniu 2015 r. miałam przyjemność brać udział w warsztatach farbowania tkanin tradycyjnymi japońskimi metodami w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Te sześciodniowe zajęcia prowadzone były przez kuratorki wystawy „Wielowątkowe piękno” Joannę Habę i Aleksandrę Görlich, które przygotowując wystawę studiowały temat dogłębnie same próbując swoich sił w tych technikach.

Zanim przejdę do sedna, pragnę przypomnieć dlaczego japońskie tkaniny tak mnie zafascynowały. Od lat interesowałam się historią mody zachodniej, szczególnie XIX wieku. Zdążyłam zebrać już małą kolekcję literatury na ten temat, a podczas każdego zagranicznego pobytu nie omieszkałam odwiedzać muzeów ze zbiorami dawnych strojów. Miałam okazję widzieć ubiory wysokiego krawiectwa sprzed stu i więcej lat. Były to najdoskonalej wykonane materiały z najwyższej jakości przędzy. Posiadały niezwykłe ornamenty uzyskane w technice tkania lub dekorowanie poprzez malowanie lub haft. Widziałam misternie wykonane koronki, z których uszyte były całe suknie – wydawały się one rzeźbami lub dziełami architektonicznymi wykonanymi z materiału. I mimo świadomości jakim kunsztem może być sztuka tkacka i krawiecka całkowicie oniemiałam zobaczywszy na żywo japońskie tkaniny na kimona i pasy obi. Było to podczas mojej pierwszej wizyty w Japonii w 2012 r., na którą wybrałam się niejako przez przypadek, gdyż zostałam zaproszona na festiwal filmowy wraz z moim filmem dyplomowym ze Szkoły Filmowej w Łodzi.

Odżyła wtedy moja miłość do kimon, którymi interesowałam się już trochę w dzieciństwie. Materiały, które zobaczyłam tam w sklepach, muzeach, na pchlim targu czy po prostu na ulicy, całkowicie mnie oczarowały. Produkuje się je współcześnie, a są wykonane tak misternie, jak te w Europie setki lat temu. Zestawienia kolorów bywają tu zupełnie zaskakujące. Podobnie jak ornamentyka – jest całkiem inna od zachodniej. Japończycy mają zupełnie inne rozumienie przestrzeni dwuwymiarowej, co możemy zaobserwować już w sztuce drzeworytniczej, a co w jeszcze bardziej abstrakcyjny sposób uwidacznia się w dekoracjach tkanin. Co więcej, często zdobienia te mają swoje znaczenie, symbolikę, która nadaje im dodatkowe piękno. Na pewno na blogu tym pojawi się kiedyś artykuł o symbolice ornamentów na japońskich tkaninach.


















  
A na warsztatach wypróbowaliśmy trzech technik farbowania: yūzen, shibori i katazome.

Yūzen to technika malowania na jedwabiu, do której używa się pasty rezerważowej. Niektóre elementy projektu pokrywa się pastą nie dopuszczającą barwnika. Potem można usunąć rezerważ i na niepofarbowane części nakładać inne kolory czy desenie. Dodatkowo można ręcznie domalować elementy, udekorować płatkami złota lub wyhaftować.

Nazwa techniki pochodzi od nazwiska projektanta wzorów na kimona Miykazakiego
Yūzena (żyjącego na przełomie XVII i XVIII w.), który jako pierwszy potraktował rozłożone kimono jak płótno malarskie, do projektowania unikatowych kompozycji. Wcześniej najczęściej pokrywano kimona powtarzalnymi wzorami. Od czasów Yūzena zaczęto stosować asymetryczne kompozycje, których punkt ciężkości często osadzano w dolnej części stroju po jednej ze stron, a także na jednym z ramion/rękawów.






 





















Yūzen sam nie zajmował się farbowaniem. Projektował tylko kompozycje, które powielano na kartkach, dzięki czemu docierały do klientów krawców. Japonki oszalały wówczas na punkcie kimon ze wzorami Yūzena. Kobiety z każdej klasy społecznej marzyły, by mieć choć jedno jego kimono. Nasza próba zastosowania tej techniki, podczas warsztatów, polegała na malowaniu ornamentów lub obrazów na satynie, przy użyciu konturówki jako rezerważu niepozwalającego barwnikom na rozlewanie się poza wzór.






 






















Shibori to jedna z najbardziej zachwycających technik. Jej niezwykłość docenić można dopiero wtedy, gdy pozna się sposób wykonania. Nie wiedząc jak wzór został uzyskany można by przejść obok niego obojętnie. Shibori polega na farbowaniu tkaniny po uprzednim zawiązaniu jej w supełki w miejscach gdzie zaznaczony był wzór. Barwnik nie dociera tam, gdzie nić związuje materiał. Najpierw nanosi się szkicowo projekt na tkaninę, najczęściej składający się z małych kółeczek. Następnie każde kółeczko wiązane jest nitką w supełek. Po zafarbowaniu tkaniny, zdejmuje się nitki. Wtedy odkrywa się przed nami wzór składający się z setek albo i tysięcy niezafarbowanych kółeczek. W zbiorach Mangghi znajduje się zachwycające kimono całe pokryte wzorem wykonanym w technice shibori. Kimono to robi ogromne wrażenie kiedy uświadomimy sobie, że by uzyskać taki efekt, japoński rzemieślnik ręcznie musiał związać kilka tysięcy maluteńkich supełków.







Techniką shibori często dekoruje się szarfy obiage, te które przewiązuje się nad pasem obi i ktore nie tylko zapobiegają przesuwaniu sie pasa, ale też pełnią funkcję dekoracyjną. Po rozwiązaniu supełków nie prasuje się materiału, dlatego posiada on marszczoną fakturę. Trzeba o tym pamiętać, gdy przygotowuje się tym sposobem materiał na kimono. Po rozwiązaniu supełków zmarszczony materiał kurczy się, dlatego trzeba przygotować go z odpowiednim zapasem, by po zszyciu ubiór nie okazał się zbyt mały.






 






















Wzory uzyskiwane dzięki technice shibori były bardzo lubiane i cenione w Japonii, dlatego zaczęto naśladować je w późniejszych czasach w technice druku lub w hafcie. Często można też zaobserwować je na postaciach zdobiących popularne drzeworyty.

Podczas warsztatów spróbowaliśmy swoich sił w tej czasochłonnej technice skupiając się jednak na większych wzorach. Powstało kilka efektownych prac przypominających wyobrażenia kosmosu. Okręgi z poszarpanymi krawędziami przywodziły na myśl gwiazdy wtopione w granatowy nieboskłon.









 






















Ostatnią techniką jaką wypróbowaliśmy własnoręcznie było katazome, czyli farbowanie poprzez szablon. W Japonii każdy kolejny etap farbowania i dekorowania kimona jest realizowany przez innego rzemieślnika. W przypadku szablonu, jedna osoba przygotowuje papier, inna wycina wzory, a kolejna farbuje materiał. Morwowy papier moczony jest w soku z persymony, a następnie wędzony. Dzięki temu staje się nieprzemakalny, można go myć i używać wielokrotnie.

Istnieje wiele technik wycinania wzorów. Mają swoje nazwy w zależności od sposobu prowadzenia nożyka. Ostrza te posiadają różne kształty. Można ciągnąć nożyk „rysując” kształt, ale można też wbijać wycinając jednym ruchem pożądany element wzoru. Szablony mają niedużą wielkość, ale farbuje się za ich pomocą całe kimona. Czasem obrazy wycięte w szablonach przybierają nietypowe, i na pierwszy rzut oka, niezrozumiałe kształty, gdyż muszą być ze sobą połączone, by nie wypadły z szablonu. Na wystawie „Wielowątkowe piękno” znajduje się szablon przypominający na pierwszy rzut oka pajęczą sieć. Gdy przyjrzymy się, odkryjemy, że jest to wyobrażenie dziesiątek jaskółek w locie, które połączone są cieniutkimi kreskami, by trzymały się razem. Kreseczki te mogą odzwierciedlać chmury. Technika wymusza czasem nietypowe podejście do projektowania danego wzoru.



















Podczas warsztatów użyliśmy sztucznego tworzywa do wycięcia wzorów, ale mieliśmy też okazję popracować z oryginalnym japońskim papierem wykonanym przez mistrza, który kilka lat temu prowadził podobne warsztaty w Mandze.

























Gdy samemu dotknie się tej specyfiki pracy, można lepiej zrozumieć na czym polega dana technika. Trzeba pamiętać jednak, że by osiągnąć kunszt reprezentowany przez japońskich rzemieślników trzeba poświęcić całe lata na doskonalenie danej metody i skupić się tylko na jednej. 

























Czym bardziej przyglądam się japońskim tkaninom, tym chętniej chcę zgłębiać tajniki ich wykonania. Wzory uzyskane przez specjalne techniki tkackie, to dla mnie wciąż terra incognita. Mam nadzieję niedługo zgłębić wiedzę na temat technik tkackich i podzielić się nią z Wami na blogu.

autor tekstu i zdjęć: Barbara Szewczyk

wtorek, 8 września 2015

WIELOWĄTKOWE PIĘKNO

Podczas warsztatów farbowania tkanin tradycyjnymi japońskimi  metodami w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, przeprowadziłam rozmowę z prowadzącymi warsztaty oraz kuratorkami aktualnej wystawy: paniami Aleksandrą Görlich i Joanną Habą. Poniżej przedstawiam artykuł o wystawie „Wielowątkowe piękno” napisany na podstawie tej rozmowy:

Od 6 czerwca do 13 września w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie otwarta jest wystawa „Wielowątkowe piękno” na temat kimon. To już nie pierwsza wystawa dotycząca tradycyjnego ubioru japońskiego. Kilka lat temu można było podziwiać kimona z Kolekcji Kodaimaru Company i Rodziny Yamanaka, a także ubiory dekorowane techniką Ise-katagami, czyli farbowane poprzez szablony. Eksponaty na aktualnej wystawie zostały zaprezentowane według technik dekoratorskich, dzięki czemu ekspozycja ta wspaniale nawiązuje do pełnej nazwy Muzeum. Wystawiane tu kimona są dziełami sztuki, ale zarazem przedstawiona jest technologia wykonania.


Podstawowe informacje o kimonie pojawiały się już na poprzednich wystawach. Teraz kuratorki poszły o krok dalej. Zaprezentowały kilka tradycyjnych technik zdobniczych: haft, shibori, czyli uzyskiwanie wzoru poprzez wiązanie i szycie materiału, a następnie farbowanie, katazome, czyli dekorowanie przez szablony, y
ūzen, czyli malowanie na jedwabiu, kinran i ginran, czyli dekorowanie złotem i srebrem. Przedstawiły także kimona, których wzór powstał w procesie tkania, a także stroje ludów z dalekiej północy i południa Japonii.

Większość kimon pochodzi z londyńskiej kolekcji prywatnej, niektóre eksponaty pochodzą z samej Mangghi, a także kolekcji pani Anny Bielak – prowadzącej tu bibliotekę i specjalizującej się w kitsuke (sztuce ubierania kimona) oraz japońskiej ceremonii parzenia herbaty. W kolekcji z Londynu znajdują się głównie kimona z okresu Edo (1603-1868). „Takich kimon jeszcze nie pokazywaliśmy, ich dekoracje są zupełnie inne od tego, co zaczęło dziać się w drugiej połowie XIX wieku, a potem w XX. Są niezwykłe. Chciałyśmy pokazać ich klasę.” – mówią Joanna Haba i Aleksandra Görlich.


A. Görlich: „Większość tych technik została wynaleziona niezależnie, w wielu krajach świata. Ale Japończycy realizują je perfekcyjnie. Są doskonali warsztatowo i ten warsztat chciałyśmy pokazać. W Japonii nigdy nie istniało coś takiego, jak indywidualizm w sztuce. Najważniejsze było, by jak najlepiej naśladować mistrza. Stylistyka była ustandaryzowana. Japońskie dzieła, to prawie zawsze sztuka użytkowa.”

Wystawa jest bardzo spójna i elegancka pod kątem plastycznym. Architektura przestrzeni wystawienniczej (jak i całe muzeum), zaprojektowana przez Japończyka Arata Isozakiego, pozwala na przedstawianie sztuki w wyrafinowanym japońskim stylu. Eksponatów nigdy nie jest zbyt dużo, każdy ma zachowaną przestrzeń wokół siebie, dzięki czemu nic nie przeszkadza w podziwianiu go. Światło jest łagodne, zarówno przez względy konserwatorskie, ale i dlatego, że sztukę japońską powinno oglądać się właśnie w półmroku. Tradycyjne domy nie posiadały okien, tylko papierowe drzwi, a wieczorami sączyło się nikłe światło z lampionów. Struktura przedmiotów, które tworzyli japońscy artyści dostosowana była do tego rodzaju światła.



Aleksandra Görlich i Joanna Haba mówią o sobie jako o zgranym zespole. Zrobiły już kilka wystaw razem, doskonale się rozumieją i uzupełniają. Aleksandra jest historykiem sztuki, specjalizuje się w drzeworycie, natomiast Joanna jest z wykształcenia konserwatorem tkanin. Wykształcenie plastyczne Asi pomaga jej gustownie zaaranżować przestrzeń wystawienniczą.

Zapytane o to, co najbardziej pasjonuje je w sztuce japońskiej, trudno im było znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Joanna oceniła kulturę japońską, jako ocean, z mnóstwem fascynujących aspektów. Jej pasją zawsze były kimona, co po części wynika z jej wykształcenia. Ola fascynuje się historią 47 roninów, która, jako opowieść oparta na faktach stała się ważnym elementem kultury japońskiej i wiąże się z wieloma dziedzinami sztuki. Przedstawiana jest na drzeworytach i w tradycyjnym teatrze. Podobnie zajmuje je sztuka współczesna. Niedawno Joanna koordynowała wystawę lalek Dollfie – popularnych w pewnych kręgach – artystycznych lalek kolekcjonerskich, które swój rodowód mają właśnie w Japonii, ale kupowane są także chętnie w innych częściach świata.



Zapytałam moje rozmówczynie czy nie kusiło je, by pokazać na tej wystawie formę kimona ubranego na manekinie. Tym przecież różni się europejski strój o dalekowschodniego, że ten drugi przyjmuje swoją właściwą formę dopiero na człowieku poprzez specjalny system nałożenia, udrapowania, zawiązania. Kimono ma kompletnie inny kształt, gdy rozwieszone jest na bambusowym stelażu, niż gdy jest kompletnie ubrane na osobę. Joanna woli tradycyjny sposób prezentacji kimon – taki, jaki stosowano od wieków, „Chodzi o to, by wszystko było widać. Pokazujemy obiekt, a nie sposób wiązania”. Ola mówi, iż patrzy na kimono jak na obraz, bo kompozycja dekoracji jest tu bardzo ważna. Kimono ma właściwie dwie funkcje: dekoracyjną i użytkową. Na wystawie zaprezentowana jest ta dekoracyjna. Poprzez założenie kimona na manekin ukryłoby się część jego piękna. 



Joanna podkreśla, że stare kimona miały zawsze wysmakowaną kompozycję, często wielkoraportowe wzory i inną kolorystykę niż w późniejszych czasach. Niektóre motywy, jak np. róże czy orły zaczęły pojawiać się dopiero pod koniec XIX wieku, bo zaczerpnięte zostały z Europy. Jej ulubiony obiekt na wystawie, to kimono z powtarzalnym wzorem, wykonanym techniką surihaku, poprzez wprasowanie płatków srebra. Niektóre kimona zachwycają dopiero wtedy gdy wie się, jak dana dekoracja została zrobiona lub co oznacza. Okazuje się, że pozornie nieciekawe tkaniny naśladują np. powierzchnię skóry rekina, a wykonane są z użyciem bardzo drobno i precyzyjnie dziurkowanego szablonu. Czasem w takich przypadkach efekt wzmożony jest ciekawym splotem zastosowanym podczas tkania. 




Ola mówi, iż często patrzy na kimona jak na obrazy. A dopiero w którymś momencie w historii tak zaczęto traktować ten ubiór. Miyazaki Yūzen (żyjący na przełomie XVII i XVIII w.) był pierwszym artystą, który uznał połać, odszytego w ubiór, materiału za pole do zakomponowania obrazu. Projektował on wzory na kimona. Zawsze tworzyły one spójną całość i zawsze były asymetryczne. Hinagata – czyli katalogi z takimi wzorami znajdują się w kolekcji Mangghi i można je oglądać na wystawie. Te wielokolorowe wzorniki są dziś bardzo pożądanym przedmiotem kolekcjonerskim.





Joanna i Aleksandra przeprowadziły również warsztaty z tradycyjnych technik farbowania kimon, w których miałam przyjemność brać udział i które szczegółowo opiszę w kolejnym poście. Wtedy też skupię się bardziej na dokładnym opisaniu wspomnianych wyżej technik.






Wystawa „Wielowątkowe piękno” zakończy się 13 września 2015 r. i zwieńczona zostanie międzynarodową konferencją pod tytułem „Textiles of the Silk Road” („Tkaniny jedwabnego szlaku”). Mam nadzieję, że silny zespół w osobach Aleksandry Görlich i Joanny Haby już niedługo znowu zaprezentuje wystawę o niecodziennej tematyce. Ciekawa jestem także co nowego znajdzie się na ekspozycji w Manndze jesienią i kiedy znów będzie można zobaczyć jakiś element związany z ubiorem. Na szczęście po tej wystawie zostaną nie tylko fotografie, ale i pięknie wydana oraz bardzo ciekawa książka Aleksandry Görlich pt. „Wielowątkowe piękno”.



autor tekstu: Barbara Szewczyk
autor zdjęć wykonanych na wystawie „Wielowątkowe piękno”: Barbara Szewczyk