poniedziałek, 12 października 2015

KANZASHI

Miałam przyjemność przeprowadzić interesującą rozmowę z Kingą Owczarską – twórczynią hana tsumami kanzashi – tradycyjnych ozdób do włosów używanych przez maiko, czyli uczące się gejsze. Kinga jest pasjonatką wzornictwa japońskiego oraz kolekcjonerką kimon.



 
















Jak wielu z nas jej fascynacja Japonią zaczęła się od anime i mangi. Jak pamiętamy, w filmach tych czy komiksach, niejednokrotnie bohaterki pojawiają się w kimonach. Z tej fascynacji Kinga płynnie przeszła do zainteresowania sztuką japońską, kimonami, gejszami (w tym maiko), aż wreszcie do kanzashi. Kilkakrotnie próbowała swoich sił w różnego rodzaju rękodziele, ale dopiero przy pracach nad tymi pełnymi uroku ozdobami poczuła, że to jest to.

Zajmuje się tworzeniem kanzashi niemal dziesięć lat i wydaje mi się, że doszła do perfekcji. Choć sądząc po japońskim podejściu do doskonalenia się, można stwierdzić, że dążyć do ideału można bez końca.




Kanzashi oznacza dosłownie „szpilę do włosów”. Hana-kanzashi to ozdoby z   kwiatami. Te oryginalne wykonywane są z jedwabiu. Choć wielu pasjonatów amatorów stosuje wstążki ze sztucznych tkanin, Kinga używa japońskich jedwabi lub wysokiej klasy bawełny, do której przekonała się po tym, jak zgłosiła się do niej klientka weganka. Nie uznawała ona produktów pochodzenia zwierzęcego, w tym też jedwabiu, a zarazem była fanką kanzashi i zamówiła ozdobę bawełnianą.

Maleńkie kwadraciki materiału składa się jak origami, by uzyskać kształt płatka. Ta technika składania zwie się tsumami zaiku, co oznacza „składać” lub „szczypać”. I rzeczywiście wykonuje się te czynności przy pomocy pęsety. Istnieją właściwie dwa kształty, które odpowiednio się skleja uzyskując cały kwiat. Na jednej szpilce może być kilka kwiatów, w różnej konfiguracji, kolorach, z listkami czy innymi dodatkami. Można komponować różne nowe formy posługując się jednak elementami o tradycyjnym kształcie.






Ciekawe jest to, że Japonki praktycznie nigdy nie nosiły biżuterii. Nie jest to tradycyjny dodatek do kimona. Nie nosi się do niego ani pierścionków, ani naszyjników. Ozdoby do włosów, to praktycznie jedyny rodzaj „klejnotu” (czasem także zdarza się, że Japonki noszą brosze przy obijime, czyli sznurku oplatającym pas obi). Ozdoby do włosów mogą być wykonane nie tylko z tkanin, ale także z metali szlachetnych, jak złoto i srebro oraz z szylkretu zdobionego macicą perłową, jak w przypadku grzebieni kushi, wsuwanych w tradycyjną fryzurę (które notabene całkowicie mnie oczarowały, gdy zobaczyłam je na pchlim targu w Kioto kilka lat temu).





 











Płatki do kanzashi składa się z dwu-centymetrowych kwadratów (dla wyrobionych twórców mogą mieć nawet 1 x 1 cm! – Kinga nazywa to jednak sportem ekstremalnym!). Skleja się je naturalnym klejem ryżowym, który schnie wiele godzin. Przed rozpoczęciem pracy należy wykrochmalić materiał, czasem kilkakrotnie. Choć bywają i takie, których lepiej nie krochmalić, bo wtedy jednak łatwiej poddają się składaniu. Wszystko zależy od danej tkaniny. Są to tajniki pracy, które zdobywa się przez lata doświadczeń. Bardzo trudno jest nauczyć takich rzeczy. 



















Kinga posiada w swojej pracowni niesamowity zbiór małych fragmentów tkanin japońskich. Byłam oczarowana zawartością jej szuflad. Każda mieściła w sobie dziesiątki barwnych skrawków, o rozmaitych wzorach, dekorowanych różnymi technikami. Oglądałam oryginalne shibori (o którym więcej możecie dowiedzieć się z poprzedniego artykułu na blogu), które ma karbowaną fakturę wynikającą z techniki tworzenia tego wzoru. Widziałam też wzory zwane kanoko, czyli tzw. udawane shibori – wzór uzyskany w druku lub poprzez malowanie.






 












Maiko (uczące się gejsze) często noszą hana-kanzashi z kaskadami płatków spływającymi malowniczo wzdłuż skroni, przypominającymi wiszące kwiaty wisterii, które rosną głównie na Dalekim Wschodzie. Ale szpile te można zdobić przeróżnymi rodzajami kwiatów. W Japonii nosi się je w zależności od pory roku lub nawet miesiąca, z reguły wtedy gdy dana roślina kwitnie. Podobnie jest z dekorowaniem kimon motywami roślinnymi. Jest to dość mocno ustandaryzowane. Długość rękawa, kolor i motywy nosi się odpowiednio do sytuacji i momentu w roku. Napiszę o tym pewnie jeszcze niejeden bardziej szczegółowy artykuł, na razie jednak skupię się na motywach dekoracyjnych, które zobaczyłam w kolekcji Kingi.





 


























MOTYWY NA KIMONACH

I tak barwy kimona z motywem liści klonu wskazują, iż powinno być noszone wiosną, a to dlatego, że pojawia się tam kolor zielony, zarówno na liściach, jak i na podszewce. Całe zaś charakteryzuje się pastelowymi odcieniami. Zieleń to kolor budzącej się do życia flory. Pastele także używa się do przedstawienia wiosny.













Barwne i bogato zdobione furisode, czyli kimono przeznaczone dla panien, charakteryzuje się bardzo długimi rękawami oraz bogatą ornamentyką. Na jednym z piękniejszych furisode Kingi deseń wskazuje na to, iż może być noszone niemal przez cały rok, bo występują tu rośliny z każdego sezonu. Co prawda podszewka sugeruje, iż powinno być noszone zimną, wczesną wiosną  lub późną  jesienią. Występująca tu sosna czy bambus są elementami zimowymi, chryzantema natomiast jest jesienna, peonia zaś, to kwiat wiosny. Głównym motywem jest tu cesarska lektyka, na drugim rękawie zdobiona w abstrakcyjne ornamenty symbolizujące szczęście. Zatem każdy element ma tu jakieś znaczenie. Całe kimono dekorowane jest techniką yūzen (o której więcej pisałam w poprzednim artykule).






 















Technika dekoracji kimona o turkusowym tle nazywa się bingata. Polega ona na malowaniu materiału cieniując motywy. Kolor i ornamenty wskazują, iż jest kimono to całoroczne. To typ komon, czyli strój dekorowany drobnym, powtarzalnym wzorem na całej powierzchni. Występuje tu chryzantema, kwitnąca wiśnia i śliwa, mgła i dwa rodzaje sosen.




 












Kinga ma oryginalny gust i zbiera kimona nietypowe. Niezwykłym przykładem nietuzinkowego tomesode, czyli ubioru dla dojrzałych kobiet, noszonego na bardzo uroczyste okazje, jest kimono malowane i dekorowane haftem o wzorze trudnej do zidentyfikowania rośliny. Tomesode zawsze są czarne, a barwna dekoracja pojawia się tylko u dołu stroju oraz na ramieniu. Zdobione też są herbami rodowymi kamon na karku i rękawach. Haftowane błękitne liście przypominają tu konwalie, jednak płatki wskazują na inny, jeszcze nierozpoznany kwiat. Z pozoru niezrozumiałe tło, to rodzaj płotku wykonanego z bambusa.






 












Kolejnym oryginalnie dekorowanym kimonem jest różowy strój, którego barwa łagodnie przechodzi w przydymiony błękit na samej górze. Tam gdzie zmienia się kolor, ubiór pomalowany jest w różne rodzaje kwiatów. Trudno stwierdzić czy jest to technika yūzen, gdyż wzory te są jakby półprzezroczyste. Przebija pod nimi pierwszy kolor materiału. Dodatkowo przyozdobione jest dużymi motywami oznaczającymi płatek śniegu, przez który nota bene, spływają wiosenne liście (może oznaczać to, ze kimono także jest całoroczne). Haft przypomina naszą mereżkę, czyli haft ażurowy. Technika wykonania sprawia, że dziurki w tkaninie stają się większe, przez co haft robi się lekko prześwitującym „okienkiem”.




 













Kinga jest także w trakcie pisania książki o motywach roślinnych na tradycyjnych ubiorach japońskich. Będzie ona dostępna w Internecie, w formacie PDF w języku angielskim. Będzie bogato ilustrowana zdjęciami nie tylko zbiorów Kingi, ale także innych osób z różnych krajów posiadających wyjątkowe kimona. Już nie mogę doczekać się publikacji książki. Po rozmowie z Kingą jestem pewna, że będzie to skarbnica wiedzy, ponieważ z wielką lekkością opowiada ona o motywach na japońskich tkaninach.

Podobno jest już niewielu japońskich mistrzów kanzashi, natomiast wiele osób zajmuje się tym, powiedzmy, amatorsko, choć nie zawsze to słowo jest na miejscu, tak jak w przypadku Kingi. Bo choć nauczyła się wszystkiego sama, to jej prace wykonane są z najwyższym pietyzmem, a do tego poprzedzone są wnikliwymi badaniami na temat danej ozdoby, kwiatu i jego symboliki. Kinga tworzy także kolczyki i broszki z kwiatków wykonanych techniką tsumami. To wspaniale, że dzięki tym małym, eleganckim ozdobom japońskie tradycyjne wzornictwo może pojawić się na ulicach miast na całym świecie, bo przecież każda kobieta może zastosować te piękne ozdoby do codziennego współczesnego stroju. Z działalnością Kingi Owczarskiej można zapoznać się na stronie artystki: www.kanzashi.weebly.com

autor tekstu i zdjęć: Barbara Szewczyk

autor portretu Kingi Owczarskiej: Irmina Chałupczak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz